Drogi X-ie.
Napisałeś mi w liście, że w Twojej wędkarskiej karierze zaszła diametralna zmiana, związana z przeprowadzką do nowego miejsca zamieszkania. Ty, dotychczasowy pogromca pogłowia gatunków typowo przynależnych górskim potokom, stanąłeś przed faktem, że w Twojej okolicy obecnie przeważają małe jeziora, wyrobiska pożwirowe i zdecydowanie nizinne odcinki rzek. Piszesz mi o spacerach po okolicy, połączonych z podglądaniem wędkarzy typowych dla takich wód i o rybach, z których najbardziej zaabsorbowały Cię karpie i amury. Pytasz jak zostać prawdziwym "karpiarzem". W jaki sprzęt się wyposażyć, gdzie, itd. Zdziwiony jesteś masą informacji zamieszczanych na ten temat w czasopismach wędkarskich, w sieci NET.. i zwracasz mi uwagę, że już się w tym pogubiłeś, że nie udało Ci się odnaleźć informacji dla takich jak Ty, początkujących poszukiwaczy \"elementarza\" wiedzy karpiowej. Zauważasz pewną lukę zawierającą się pomiędzy suchymi informacjami o złowionych \"kolosach\" a profesjonalną wymianą poglądów "łowców okazów". Jesteś mile zaskoczony, postawą jednego ze spotkanych na łowisku wędkarzy. Karpiarza, który po wyholowaniu karpia (tak na oko, jak piszesz,12-to kilogramowego) umieścił go na zwilżonym "materacyku" (to była tzw. "mata karpiowa" ) zrobił mu zdjęcie i ostrożnie zwrócił mu wolność. Przypomniałeś sobie, to wspaniałe uczucie jakiego doznawałeś Ty, wypuszczając każdorazowo, pierwszego w sezonie pstrąga. No cóż, postawiłeś mnie w bardzo kłopotliwej sytuacji. Nie wiem czy moja wiedza Cię zadowoli ale wszystko co wiem postaram Ci się przekazać na przestrzeni tego roku w formie listów do Ciebie. Pierwszy już wkrótce.....

Styczeń 2003

 


 

Wielce szanowny X-ie.
Tak jak Ci obiecałem, zaczynam karpiową korespondencję, która mam nadzieję, pozwoli na odpowiednie ukierunkowanie Twoich zapędów karpiowo-amurowych. Na wstępie wyjaśnię, iż zwrot \"wielce szanowny\" to ukłon w stronę Twojego zachwytu na zachowanie karpiarzy wypuszczających złowione ryby. Jak przygotować Cię do sezonu i wskazać właściwy wybór łowiska ?, ano spróbuję. Jeszcze jest czas na obserwację bo lód trzyma ale wiosenka do nas chyba wcześnie w tym roku zawita. Wybierając się na spacery po okolicy wspominałeś o zauważonych kilku wędkarzach karpiowych, którzy z mozołem taszczyli swój sprzęt w swoje ulubione miejsca. Pamiętaj o jednej podstawowej zasadzie, upewnij się że wybrane przez Ciebie miejsce, nie jest już nęcone przez innego wędkarza. Brak tej orientacji, może przyczynić się do opłakanych skutków w postaci niepotrzebnych nieporozumień i spowodować odwrotny do zamierzonego efekt szkodliwy dla środowiska wodnego (wypłoszenie ryb na drugi koniec zbiornika przez psujące się resztki nie pobranego pokarmu, \"zakwaszenie\" wody). Najlepszym rozwiązaniem byłoby zapoznanie się z tym wędkarzem którego wybiórczo opisałeś (jako stały bywalec na tym zbiorniku zna zwyczaje tam panujące i wie gdzie kto wędkuje). Oczywiście nie próbuję tutaj przyjąć zasady \"prawa własności do danego miejsca\", pragnę tylko uczulić Cię na pewne reguły istniejące w tych kręgach. Sam wielokrotnie spotykałem się z zachowaniem niegodnym honorowego wędkarza, kiedy po pierwszych sukcesach na danym łowisku musieliśmy \"koczować\" nad wodą, bo zejście z łowiska znaczyło jego utratę na dłuższy czas. Tak więc, najpierw rozpoznanie zwyczajów łowiących - niestety. Jeżeli już, jako tako wywiad środowiskowy będziesz miał opanowany, możesz przystąpić do kluczowych działań. Bądź bez wędek nad wodą (możesz wziąć swój ulubiony spinning, przyda się ) wcześnie rano (najlepiej przed świtem) i wieczorkiem na godzinę przed zmrokiem. Doposaż się w lornetkę jeśli możesz. Obserwuj wodę, spławy, pojawiające się grzbiety lub płetwy, zawirowania, każdy ruch na wodzie. Określisz sobie miejsce gdzie karpie żerują. Obserwuj zachowanie kaczek one też często są tam gdzie żerujące karpie. Jeżeli to Ci się uda to zrobiłeś pierwszy bardzo ważny krok na drodze do sukcesu. Po zakończeniu odznak pobytu ryb w danym rejonie (musisz go dobrze zapamiętać) \"pomacaj dno\" swoim spinningiem (dobry będzie pływający wobler \"deep runner\") w celu określenia głębokości i charakteru potencjalnego łowiska (są rośliny czy jest \"czysto\", jednolita głębokość czy zróżnicowane dno, itp.). Jeżeli masz przy sobie spławik przelotowy i ciężarek (80-100g), zamontuj ciężarek na żyłce przelotowo a na końcu umieść spławik. Zarzuć tak zmontowaną \"sondę\" kilkakrotnie w obszar planowanego łowiska i sprawdź głębokość. Wyczujesz też, czy ciężarek \"siada\" na twardym ,czy grzęźnie w mule. Postaraj się rozróżnić czy w tym miejscu jest podwodna górka, \"blat\"- czyli większy odcinek wyższego dna w postaci np. garbu, czy jest to równy odcinek dna. Polecałbym Ci wybranie miejsca nęcenia i połowu na zboczu górki lub blatu, na głębokości pomiędzy 1,5 i 4,5m, w odległości około 60-80mb od najbliższego brzegu.. Bardzo trudno jest mi, podać Ci złoty środek, ponieważ każde łowisko może mieć swoje specyficzne uwarunkowania. Może na Twoim łowisku znajdują się wyspy, bądź pewnym że wokół nich prowadzą szlaki wędrówki karpi i amurów. Gdyby okoliczności pozwoliły Ci na użycie środka pływającego, sondowanie dna możesz przeprowadzić nawet przy pomocy zwykłego kamienia przytwierdzonego na końcu sznurka. Szczytem narzędzi pomocniczych jest posiadanie echosondy ( problemami związanymi z prawidłowym jej użytkowaniem zajmę się w odrębnym liście). Po określeniu charakteru łowiska niezbędnym jest utrwalenie jego lokalizacji. Raczej nie stosowałbym oznaczanie łowiska za pomocą różnych \"boi sygnalizacyjnych\" , bardzo nieprofesjonalnie wręcz brzydko wygląda zbiornik, po którym pływa sobie ileś tam butelek plastikowych z podwieszonymi ciężarkami, nie mogę tu pominąć faktu szkodliwości takiej metody dla środowiska i ptactwa wodnego. (Kiedyś wyjąłem suma oplątanego żyłką z butelką po napoju, w pierwszej chwili pomyślałem - to kłusownik w ten sposób nastawił samołówkę - po bliższych oględzinach okazało się, że była to tylko "bojka" jakiegoś wędkarza, sum oplątany żyłką skończył swój niedługi żywot cierpiąc katusze przecinany przez żyłkę). W trosce o Twoją kieszeń, nie zasugeruję Ci doposażenia się w najnowsze systemy GPS. Sprawny wędkarz potrafi na podstawie charakterystycznych punktów, przynależnych linii brzegowej, doskonale określić położenie swojego łowiska. Zaznacz gdzie stoisz i zapamiętaj położenie łowiska względem tych punktów. Powstałe, niewielkie różnice, skorygujesz już podczas zasiadki, wyczuwając po zarzuceniu jak osiada twój zestaw. Wtedy też, możesz użyć dodatkowej wędki z \"markerem\", czyli np. spławikiem, który wcześniej wykorzystałeś do namierzenia miejsca połowu, zaznaczysz łowisko i wskażesz innym użytkownikom, że ten obszar wody na czas zasiadki objąłeś we władanie. Staraj się zawsze stanowisko umieszczać (jeśli tylko warunki brzegowe pozwolą) dokładnie na wprost, unikniesz tym samym sporów z sąsiadami, zarówno w trakcie łowienia jak i holu. Na brzegu niech po Twoim łowieniu pozostanie jak najmniej śladów. Nie wycinaj trzcin i krzewów, nie łam gałęzi (jeżeli któraś będzie przeszkadzać Ci w zarzuceniu zestawów spróbuj ją odgiąć zaczepiając o sąsiednią, możesz je razem związać, po wędkowaniu \"zwrócisz jej wolność\").No ale wszedłem już tutaj w temat dotyczący zachowania na łowisku... a to będzie wraz z nęceniem tematem następnego listu. 

 

Luty 2003

 


 

Witam X-ie, po chwilowym braku korespondencji (dosięgła i mnie grypa). W trakcie gdy zmagałem się z niemocą, analizowałem treść ostatniego z przesłanych do Ciebie listów. Kontynuując, pragnę jeszcze chwilę zatrzymać się przy wyborze łowiska. Tak jak sugerowałem, obecność Twoja nad wodą jest nieodzowna przy zaplanowaniu przyszłego miejsca połowu.

Piszę łowiska i ..właśnie, dobrym rozwiązaniem jest planowe zanęcenie dwóch łowisk. Cóż, człowiek popełnia błędy, ich skutki mogłyby przekreślić spodziewane efekty w przypadku nęcenia tylko jednego miejsca. Zima w tym roku jakoś nie chce nas opuścić, więc i pierwsze odznaki żerowania ryb będą początkowo mało widoczne. Po zejściu lodu (mam nadzieję, że przy wyborze łowiska uwzględnisz również początkowy podwyższony stan wody) spróbuj wstępnie przesondować charakter dna łowiska. Po \"rozkwicie\" wiosennych objawów, mam na myśli pierwsze pojawienie się odznak żerowania karpiowatych, Twoja uwaga powinna skoncentrować się na obserwacji przystępujących do tarła leszczy i płoci. One to, wskażą Ci prawdopodobne miejsce pobytu karpi (\"kawior\" znajduje się u nich na jednym z pierwszych miejsc listy wiosennego menu). Będą to wspomniane w poprzednim liście wypłycenia, w których woda znacznie szybciej osiąga optymalną dla tarła temperaturę.

No dobra, dobra, już przystępuję do opisu sposobu nęcenia, jak obiecałem :-). Wczesnowiosenne nęcenie powinno spełniać dwa podstawowe warunki: ma być przemyślane i nie obfite. Zaproponuję Ci stosowaną przeze mnie metodę.- Po dokonaniu wyboru łowiska (wg powyższych wskazówek) umieszczam w nim kulki proteinowe o wielkości 12-14 mm, z racji pory roku są to kulki z dodatkiem mączki rybnej. Nie stosuję we wczesnowiosennym nęceniu ziaren zbóż, jako zanęty. Nęcąc samymi kulkami staram się dawkować je następująco: 1 dzień: 150 szt. kulek, 2 dzień: pusto, 3-4 dzień: po 100 szt. kulek, 5 dzień: pusto, 6 dzień: kontrola dna.

W tym miejscu opiszę jak to można zrobić, bez wkładania głowy pod wodę :-). Jeżeli masz możliwość dotarcia w nęcone miejsce łódką lub pontonem, przy niskim zachmurzeniu, możesz do tego celu wykorzystać zwykły prosty kawałek rury PCV z wklejonym na jednym jej końcu szklanym wziernikiem, pomysł można dodatkowo ulepszyć, zależnie od inwencji twórczych i znajomości podstawowych zasad optyki (miłego i efektywnego majsterkowania).
Kiedy nie masz wspomnianych możliwości pozostaje obserwacja miejsca nęcenia pod kątem występujących w nim odznak przebywania ryb. Bardzo pomocne, w tym przypadku, stają się kaczki. Często, już sama moja obecność w okolicy nęconego miejsca, pierwsze strzały z procy, u niektórych osobników powodowały reakcję, polegającą na natychmiastowym zajęciu pozycji- \"do żerowania wystąp\". (To sympatyczne stworzenie, łase jest na kulki i potrafi wchłonąć znaczną ich ilość. W przypadku jego obecności, powinieneś uwzględnić to w obliczaniu ilości kulek podanej powyżej. Proponuję doliczyć po 20 kulek dziennie na 1-go zainteresowanego "Kulkomaniaka")

W przypadku braku objawów żerowania ryb i kaczek w nęconym miejscu, jeżeli nie masz możliwości stwierdzenia czy kulki są czy ich nie ma w łowisku, proponuję powtórzyć cykl nęcenia z dni 3-go i 4-go, zrobić dzień przerwy i uskutecznić zasiadkę (wskazaną jest całodobowa). Co do proponowanego, zestawu wspomnę tylko, żebyś wybrał tonący, który na dnie będzie prezentował się naturalnie, przy dopiero co budzącej się roślinności. Reszta opisu wkrótce. Trenuj obserwację i roluj kulki, jak ?, opiszę w następnym liście.

Marzec 2003


Zniecierpliwiony X-ie!. W chwili, kiedy piszę do Ciebie ten list, za oknem sypie gęsty śnieg a wody nasze dopiero budzą się do życia po zimowym śnie (lód ustąpił w ostatnich dniach). Tak więc, Twoje obawy, że nie zdążysz z przygotowaniami do sezonu, są przedwczesne. Proponuję Ci w pierwszej kolejności zajęcie się sprzętem i jego uporządkowanie (ew. uzupełnienie). Pozostały czas możesz poświęcić na przygotowanie kulek proteinowych. Zakupiłeś jak wiem mix 50/50, dokupiłeś "ptasie jedzenie", kasze, konopie, siemię lniane, mączki, stymulatory smaku i zapachu, oraz barwniki i oleje (sojowy lub rybny, jajka kup w przeddzień planowanej produkcji). Twoja spiżarnia karpiowa zaczyna nabierać poważnego wyglądu. Zakupiłeś pistolet aluminiowy do wyciskania ciasta, rollery o wielkościach 14-18-22 mm, młynek do ziaren, miski, garnek 5l z sitkiem, stolnicę - masz już wszystko, co potrzebne. W wolny dzień, gdy Twoje zapędy kulkowe nie będą kolidowały z życiem rodzinnym możesz przystąpić do produkcji.

W pierwszej kolejności zmiel w młynku "ptasie jedzenie" oraz konopie i siemię lniane (tylko ilość, którą zamierzasz spożytkować w tej partii kulek). Zmielone półprodukty (sugeruję ilości około 15% całej bazy) dodaj do mixu (razem ze stymulatorami w proszku) i dokładnie wymieszaj (mączki sojowej, kaszki kukurydzianej i manny, jak chcesz też dodaj, tylko oszczędnie, około 10-15%.*Pamiętaj! Dobry mix, nawet "neutralny", właściwie posiada już wszystkie niezbędne składniki i jego nieumiejętna modyfikacja, może przynieść odwrotny do zamierzonego skutek.).

Ja mieszam to w ten sposób, że wszystkie składniki wsypuję do mocnego worka foliowego, zawiązuję worek stwarzając nad mieszanką komorę powietrzną i następnie solidnie nim wstrząsam. Po wymieszaniu składników wbij do miski określoną ilość jajek (około 10/1kg mixu), "rozbełtaj" je tak, żeby żółtka z białkami się wymieszały (ja do tego celu używam miksera z końcówkami do ubijania piany). Dodaj oleju (nie więcej jak 3łyżki stołowe na 10jaj, większa ilość może spowodować problemy z przyjęciem barwnika i rolowaniem), dodaj barwnika i słodziku ( ja osobiście preferuję dwa kolory żółty i czerwony, robiąc dwa oddzielne "ciasta", które łączę w pistolecie), jeżeli chcesz możesz w tym miejscu dodać atraktorów smakowo zapachowych i stymulatorów apetytu. Rozmieszaj składniki ponownie. Do miski z masą jajową wsypuj przygotowany mix, na bieżąco mieszając mikserem na wolnych obrotach (duża ilość pęcherzyków powietrznych nie jest wskazana) w chwili, gdy mikser już nie bardzo radzi sobie z powstającą masą, musisz przejść na "sterowanie ręczne".

Ugniataj "ciasto" w misce (lub na stolnicy) dodając mixu aż osiągnie "gumiastą" konsystencję ( uważaj, żeby nie było za twarde, bo z pistoletu i rollera nici, a Tobie pozostanie rolowanie w dłoniach, weź też poprawkę na odparowanie w miarę upływającego czasu). Najlepiej sam po pewnym czasie dojdziesz do właściwej struktury, możesz więc na początek doświadczalnie wypróbować na małych ilościach**, Jeżeli uznasz, że "ciasto" osiągnęło wymaganą gęstość i spoistość (nie klei się do palców, dając się swobodnie rolować) możesz je wyjąć z miski ( lub zdjąć ze stolnicy) i włożyć do foliowego worka. Przygotuj pistolet (załóż końcówkę odpowiednią do rozmiaru rollera), możesz go bardzo delikatnie natrzeć ściereczką z olejem (oczywiście od wewnątrz). Naprzemiennie wyciskaj kilka wałków i roluj w rollerze. Dobrze jest mieć przygotowaną płachtę lub np. pojemnik o dużej powierzchni dna, do których to wkładasz zrolowane kulki. Nie powinno się dopuszczać do zbyt wielu warstw świeżych kulek, ponieważ spowoduje to ich odkształcenie.

Tak przygotowane kulki w kolejnej fazie poddajemy obróbce termicznej poprzez gotowanie. Ja w tym celu używam garnka 5l z wkładką (sitkiem jak do frytek). Doprowadź wodę do wrzenia i nie zmniejszając płomienia wkładaj kolejne porcje (sitko wypełnione kulkami). Co do gotowania szkoły są różne, ponownie musisz metodą prób dojść do właściwego trybu postępowania (Przeważnie we wszystkich opisach podawany jest czas gotowania 1-1,5 min od wypłynięcia kulek. {Ja osobiście, znając skład moich kulek preferuję gotowanie 3-4min od momentu włożenia do wrzątku kolejnej partii. Czas gotowania ma wpływ na twardość kulek).

Ugotowane kulki wysypuję na duży ręcznik (lub lnianą płachtę) celem wstępnego odparowania i osuszenia. Po odparowaniu i zaschnięciu wierzchniej powłoki kulek przesypuję je do przewiewnego worka płóciennego. Następnie wieszam worek z kulkami, na dwie doby w ciepłym, suchym, przewiewnym miejscu. Po tym czasie dzielę kulki na te, które zużyję bezpośrednio i te, które przechowam w zamrażarce. Przeznaczone do bezpośredniego użycia, natryskuję wybranym zapachem i zamykam w szczelnym pojemniku bez dostępu powietrza. Te w zamrażarce ( dla kulek mam osobną, bez innych produktów, jest to istotne, bo wykluczam wzajemne przenikanie zapachów) spokojnie oczekują na spożytkowanie, w razie potrzeby wyjmuję je i zużywam jako zanętowe lub przesuszam ponownie, by po dodaniu zapachu zastosować je na łowisku.} Życzę Ci, przyjemnego kucharzenia :-).

Kwiecień 2003


Majowy X-ie. Zdaję sobie sprawę, że jestem Ci winien przeprosiny za przerwę w korespondencji. Ale, no cóż, mnie również dopadła choroba. Jej cechami charakterystycznymi były: krępe słabo bocznie spłaszczone ciało z niewielką głową o końcowym otworze gębowym, w górnej wardze 4 wąsiki, duże łuski (lub z nielicznymi łuskami) płetwa grzbietowa z 20-26, odbytowa z 8 promieniami, płetwa ogonowa wyraźnie wcięta, zęby gardłowe trójszeregowe 1.1.3-3.1.1, ubarwienie: brązowawe. Grzbiet ciemny, brzuch jasny, bytujący w wodach... na których grono zapaleńców, prześcigało się w spotkaniu z NIM.

Jak już zapewne się domyśliłeś, chodzi o karpia i związane z przypadającymi na tę porę roku - imprezami karpiowymi. Aby nadrobić zaległości i zrekompensować Ci lukę edukacyjną, przesłałem na twój adres e-mail garść odnośników do stron o tematyce karpiowej. Wiem, że wykorzystałeś ten czas (wnioskuję po Twoich "postach" na forach karpiowych) na ugruntowanie wiedzy okołokarpiowej i doposażenie się w akcesoria niezbędne do połowu tej pięknej ryby. Wybrałeś miejsce, zanęciłeś wg. wskazówek z poprzednich listów i masz już pierwsze efekty. Brawo. Jednocześnie napotkałeś na kilka elementów karpiowego wtajemniczenia, które sprawiają Ci pewne kłopoty. Elementami tymi są węzły i zestawy końcowe. Ponieważ zawsze możesz liczyć na wskazówki z mojej strony, postaram Ci się i tą stronę "karpiomanii" przybliżyć.

W praktyce kompozycja dobrych zestawów karpiowych, polega na właściwym doborze komponentów, z uwzględnieniem ich wzajemnej korelacji i wytrzymałości. Zacznijmy od podstawowego elementu jakim jest żyłka główna. W ofercie każdej szanującej się firmy znajdziesz wiele rodzajów i gatunków, wszystkie mają oznaczenia wskazujące na średnicę i wytrzymałość (firmy szanujące swoje dobre imię nie przekłamują danych, podając niższą średnicę od rzeczywistej, z tymi innymi bywa różnie). Dobra żyłka karpiowa powinna posiadać następujące cechy; jednakowa średnica i wytrzymałość na całej długości, wytrzymałość na węzłach, kontrolowana rozciągliwość, odporność na przetarcia, mały współczynnik tarcia, brak pamięci kształtu i (bardzo ważne!) powinna być "świeża"- nie zleżała. Co do średnicy ja osobiście preferuję przedział od 0,28mm do 0,35mm. Wspomnę tylko w tym miejscu, że stosowanie plecionek jako linki głównej, często korzystne przy łowieniu wśród roślinności wynurzonej, wymaga zastosowania specjalistycznego sprzętu (wędzisk o miększej niż zwykle akcji, z uwagi na małą rozciągliwość plecionki ; wysokiej jakości przelotek ; perfekcyjnego holu z utrzymaniem stałego kontaktu z rybą).

Powyższe nie wyklucza użycia plecionek w połączeniu z żyłką, przy wykonaniu tzw. "przyponu strzałowego" ( jest to dowiązany do końca żyłki, odcinek przeważnie mierzący 4/3 długości wędziska, wykonany z grubszej, miękkiej plecionki, pozwalający na wykonywanie ekstremalnie dalekich wyrzutów). Tak doszliśmy do zestawów końcowych. Ich wykonanie, w znacznym stopniu, zależne jest od osobistych preferencji każdego karpiarza. Jedni (jak ja) stosują dodatkowy odcinek wykonany z plecionki (żyłka główna-krętlik-odcinek plecionki długości ~40cm na którym umieszczam ciężarek z rurką antysplątaniową-krętlik), inni ciężarek z rurką lub bez umieszczają bezpośrednio na lince głównej. W obydwu tych kombinacjach obecnie najczęściej wykorzystywane są "bezpieczne zestawy samozacinające" lub również "bezpieczne zestawy przelotowe". W zestawie samozacinającym "bezpieczny klips" wciskany jest na krętlik co powoduje blokadę ciężarka, a budowa klipsa pozwala na samoodpięcie się ciężarka w zawadzie. Pominąłem jeszcze zestaw "helikopterowy", który różni od poprzednich głównie tym, że w zestawie helikopterowym ciężarek umieszczony jest na końcu w osi zestawu. Przypon montowany pod kątem prostym do osi, na specjalnym koraliku zderzakowym, może swobodnie obracać się wokół zestawu. Przeznaczony jest głównie do łowienia w mule i na dalekich odległościach. W większości przypadków obecnie stosowane są zestawy "samozacinające", tzn. takie w których ciężarek zamocowany jest "na stałe".

W związku z presją, występującą po spopularyzowaniu metody włosowej i wprowadzeniu kulki proteinowej jako głównie stosowanej przynęty na karpie i amury, znacznie ewoluowały również przypony. Z początkowych "zwykłych" przyponów, z haczykiem doposażonym we "włos" (wstępnie wykonywany z cienkiego, oddzielnie dowiązywanego materiału), do coraz popularniejszych sztywnych przyponów (Stiff Rig) wykonywanych ze sztywnej żyłki mono lub plecionki. Ich główne zadanie, polega na ograniczeniu możliwości wyplucia przez rybę pobranej przynęty. Wprowadzenie kulek pływających, postawiło kolejne wyzwanie, polegające na jak najlepszej ich prezentacji. Przez wzgląd na szeroką gamę różnych kombinacji, prezentuje poniżej tylko kilka przykładów:

Chyba najbardziej uniwersalny przypon wykonany z plecionki rozplecionej na 3-4cm przed oczkiem haka. Na haczyk założona jest rurka termokurczliwa, zabezpieczająca węzeł haczykowy i zapewniająca jego ułożenie.









Przypon Combi Rig na bazie plecionki Kryston - Snake Skin, pokrytej specjalną usztywniającą otuliną którą można usunąć w dowolnym punkcie. Bezpośrednio przed haczykiem (tu FOX Nr2) zdjęta otulina i dociążenie ołowiane. I wersja "łamana" na tej samej plecionce bazowej.












Stiff Rig na bazie Amnesji połączony z krętlikiem za pomocą niezaciskającej się pętli, haczyk z charakterystyczną pętlą "D" która zapewnia swobodny ruch przynęty (np. kulki pływającej). Można również i tak-

Do moich ulubionych zaliczam tą kompozycję w skład której wchodzi, czarna Amnesia, łączona plecionką. Łamany charakter przyponu w znacznym stopniu uniemożliwia karpiowi jego wyplucie. Jeszcze oraz i właściwie wyczerpuję tematykę najpopularniejszych przyponów. W tym miejscu chciałbym Ci X-ie polecić uważną lekturę kolejnych wydań Karp-Maxa, gdzie Bogusław Stęplewski odkrywa tajniki "świata przyponów" w szerszym zakresie niż jest to możliwe w tym miejscu. Tyle byłoby w dzisiejszym liście. Następny poświęcę węzłom, których poznanie jest nieodzowne gdy chcesz uniknąć przykrych niespodzianek.














Maj 2003


Zdegustowany co nieco X-ie - Na wstępie mojego kolejnego listu chcę bardzo podziękować Ci za wytrwałość i wiarę, że kiedykolwiek ukaże się następny odcinek tego elementarza. Jak wiesz, doba ma tylko 24godziny a okres letniej kanikuły dodatkowo obfituje w przyczynowo-skutkowe zdarzenia, które nie nastrajają do pisania. Ale ten okres mamy już za sobą i kontynuować korespondencję pragnę. Wracając do tematu zaprezentowanych zestawów końcowych, na pojawiające się pytania, odpowiem krótko; każdy z przykładowo podanych zestawów, okazać się może zawodnym, gdy nie zrozumiesz idei kierujących jego wykonaniem. Różnorodność w tym zakresie, ma na celu, jak najlepszą prezentację przynęty (kulki), wytworzenie złudnego obrazu jej nieskrępowanej obecności na dnie czy w toni wodnej. Jednoczesnym zadaniem zestawu, jest takie ułożenie haczyka w pysku ryby, które wykluczy bezinekcyjne wyplucie przynęty. Zestawy celowo dobrane są do rodzaju kulki (tonąca, zbalansowana, pływająca), by wywarte wrażenie swobody było jak najbardziej efektywne. Jeżeli te zasady weźmiesz sobie do serca, to efekty finalne w postaci oszukanego "dziadka" na haczyku, pojawią się szybko a "puste" brania, przestaną być Twoim utrapieniem. Jak wspominałem w poprzednim opracowaniu, nie wyobrażam sobie prawidłowo wykonanego zestawu karpiowego bez znajomości kilku podstawowych węzłów. Zanim jednak przejdę do przykładów, chciałbym przekonać Cię do kilku założeń ,bez których, nawet najlepiej wykonany węzeł, może okazać się słabym punktem. Otóż , musisz przede wszystkim w wykonaniu węzła, zachować maksymalną dbałość o szczegóły. Nawet węzły, których wytrzymałość oceniana jest na 99% wytrzymałości żyłki czy plecionki, niestarannie wykonane, osiągną co najwyżej połowę tej wartości. Jestem pełen podziwu dla Bogdana Stęplewskiego, w którego wykonaniu, węzły prezentują się jakby wyszły spod maszyny a nie wykonały je ludzkie ręce. To właśnie ta dbałość o szczegóły i obszerna wiedza tematyczna, powodują, że stanowi on, godny naśladowania przykład. Wzmacnianie węzła ja osobiście realizuję na dwa sposoby (nierzadko łącznie). Jednym z nich jest przeplatanie żyłki (plecionki) obcym materiałem (cieniutką plecionką lub nitką dentystyczną), drugim jest pokrycie węzła klejem (może być najprostsza "Kropelka" ale lepsze są specjalistyczne kleje jak np. FOX Knot Glue, Kryston Icky Rig Glue).


W swojej dotychczasowej praktyce wędkarskiej spotykałem się z wieloma węzłami, jednakże najbardziej uniwersalnym okazał się węzeł w całym świecie występujący pod nazwą "Uni" - znamiennym dla tego węzła jest szerokie spektrum zastosowania i łatwość wykonania. Przed zaciągnięciem pętli, wskazane jest zwilżenie żyłki w celu zmniejszenia tarcia. Stosuję ten węzeł w większości przypadków i od wielu lat, tak długo, że chcąc opisać inne, musiałem przypomnieć sobie co nieco.







Obecne konstrukcje zestawów wymogły na mnie, wykonanie stałej pętli przy łączeniu np. przyponu z krętlikiem. Do tego celu wykorzystuję węzeł zwany "Perfection Loop"- jak wynika z rysunku , prostota wykonania, nie wymaga chyba dodatkowego komentarza.



Zapewne już wielokrotnie, zdarzyło Ci się łączyć ze sobą dwie żyłki lub żyłkę i plecionkę. W tym przypadku polecam tzw. "Blood Knot" Tak, jak w przypadku węzła uniwersalnego, pamiętaj o zwilżeniu komponentów przed ostatecznym zaciągnięciem. A jak już wspomniałem, mój ulubiony węzeł i tutaj znajduje swoje zastosowanie pod nazwą "Double Uni"


Najprostszym zaś rozwiązaniem, ale niekoniecznie najtrwalszym jest węzeł "Surgeons" czyli węzeł "chirurgiczny"


















W przypadku konieczności połączenia żyłki z plecionką, np. zastosowania "przyponu strzałowego" wykorzystaj węzeł o nazwie "Albright"

















Jeszcze tylko wspomnę o węźle przeznaczonym do łączenia żyłki z elementami takimi jak krętlik, kółko łącznikowe itp. W tych przypadkach poza węzłem uniwersalnym, niekiedy używam węzła "Palomar"

















Oczywiście przytoczone tutaj przykłady, stanowią tylko cząstkowy opis węzłów znajdujących zastosowanie w wędkarstwie karpiowym. Jednak uważam, że dobre opanowanie zaprezentowanych rozwiązań w pełni zaspokoi, Twoje X-ie, potrzeby w tym zakresie. I jeszcze jedno- "Trening, czyni mistrza".

Wrzesień 2003