Zaniepokojony X-ie.

Piszesz do mnie, że pomimo zastosowania się do wskazówek, nie udało Ci się uniknąć utraty ryb. Przykre to uczucie, ale bez takich sytuacji, karpiowy świat byłby dużo uboższy. Przecież nie od dzisiaj wiadomo, że największe złowione egzemplarze to.. te, które się nam oparły, okryte nimbem tajemniczości, pozostając ukryte w toni wodnej. Obawy Twoje, że „skłute” ryby, dodatkowo „ozdobione” fragmentami naszych zestawów, przeżywają męczarnie w swoich kryjówkach, są zasadne ale tylko w części dotyczącej przykrych doznań (stres, ból) i przejściowej trudności  w zdobywaniu pokarmu. Przeważnie (dzięki, między innymi, stosowanym przez nas konstrukcjami „bezpiecznych” zestawów, szerokim łukom kolankowym haczyków i ich mikrozadziorom, wreszcie, dzięki „technicznym” skutkom „samozacięcia” na prawidłowo wykonanym zestawie; gdzie wkłucie ma miejsce bezpośrednio w pierwszej części otworu gębowego, co z kolei pozwala na stosunkowo łatwe pozbycie się haczyka) , ryba po okresie kilku dni może już normalnie funkcjonować. Teoria ta potwierdziła się niejednokrotnie na niewielkich zbiornikach, gdzie już w trakcie holu  zidentyfikowany karp, skutkiem np. błędów końcowej fazy holu, oddalał się z elementami zestawu, by po kilku dniach trafić ponownie na wędkę i po szczęśliwym holu, wrócić już bezpiecznie do wody. Jedynym śladem po  zerwanym zestawie, była zazwyczaj,  świeżo zagojona ranka w miejscu ingerencji haka.

Ale, mając na uwadze fakt iż chcemy jak najbardziej „bezszkodowo” traktować nasze zdobycze, warto zastanowić się nad zminimalizowaniem ryzyka utraty zestawu i powiązanych z tym konsekwencji. Otóż przy przestrzeganiu podstawowych, wspomnianych wcześniej zasadach; staranności wykonania i znajomości technik, najbardziej newralgicznym punktem naszego zestawu (poza węzłami) pozostaje odcinek około 1,0m powyżej przyponu. Zastosowanie „przyponu strzałowego” niweluje to zagrożenie, jeśli tylko wykonany jest on z właściwego materiału. Ale nie o przyponie strzałowym, chciałem Ci tym razem opowiedzieć (ma on pewne złe cechy), podpowiadając rozwiązanie pośrednie. Jak zapewne wiesz, łowiąc na stokach górek, wśród dennych kolonii  np. szczeżui czy racicznicy, nasz zestaw ciągle narażony jest na uszkodzenia mechaniczne.

Otóż , w moim mniemaniu (pominę dywagacje uzasadniające długość), te 1,2-1,5m w wyniku bezpośredniej styczności z przeszkodą denną ulega najczęstszym urazom i aby chronić ten odcinek nie wystarczy sama rurka antysplątaniowa, której długość zazwyczaj nie przekracza 35cm. Gdy już jesteśmy przy rurce to wypada wspomnieć, że jej pierwotne przeznaczenie (od którego wzięła swoją nazwę), przy zastosowaniu różnorakich nowoczesnych materiałów „mono” i sztywnych plecionek, sprowadzone zostało de facto do przejęcia roli dodatkowej osłony żyłki i dociążenia zestawu bezpośrednio za ciężarkiem ( mówię tutaj o profesjonalnych rurkach np. firm; FOX, Nash, Korda, Kryston, Solar, które potrafią zatopić żyłkę).  Osobiście stosuję trochę inne rozwiązanie, które w wielu przypadkach okazało się skuteczne (zawiodło tylko na Raducie ale tam zawodziły nawet przypony strzałowe z grubej amnesji o długości 12m). Często walczący z tajemniczą siłą, zestresowany karp, znajduje się poza zboczem górki lub inną przeszkodą. Próbując odpłynąć, szarżuje raz w lewo, raz w prawo. Nasz zestaw przesuwany jest po przeszkodach dennych lub brzegu zbocza i wtedy bardzo istotne znaczenie ma odporność na przetarcie tego odcinka. Różnica głębokości na której położony był nasz zestaw a największą sąsiadującą głębokością, rzadko przekracza 2m.

Wniosek nasuwa się sam, trzeba przeważyć  procentową szalę szans na naszą korzyść. W tym celu bezpieczny klips z nasuniętą gumką i rurką antysplątaniową montuję na dodatkowym odcinku (około 0,8-1,0m) grubego (0,45-0,5mm) polimeru firmy Berkley o nazwie IronSilk Monofilament lub P-Line CX Premium Monofilament, połączonego z żyłką główną za pomocą krętlika.

Można w tym przypadku zastosować także „Lead Core” firmy Kryston . Stosowałem plecionki Krystona, w tym „Mantis”, która jest bezsprzecznie najlepszą obecnie plecionką przyponową, lecz finansowa strona zadecydowała o zmianie technologii.

Myślę, że przekonam Cię do takiego rozwiązania. Wspomnę tylko, że podana długość odcinka tj. 0,8-1,0m + przypon 30cm, to razem średnio 120cm+5cm luzu, długości od przelotki szczytowej do haczyka. Możesz mieć wątpliwości, czy to nie ogranicza możliwości wyrzutu ?. Zapewniam Cię, że przy dobrym opanowaniu wędziska i umiejętnym wykonaniu rzutu „bocznego”, masz wszystko pod kontrolą. A ja zdecydowanie preferuję wędziska o długości 3,90m co prawie całkowicie niweluje problem. Na łowiskach gdzie zestaw wywożę, zwiększam długość odcinka wzmocnionego do 1,5m. Życzę pewnych holi, zakończonych pełnym sukcesem, co wyjdzie na zdrowie zarówno Tobie jak i rybom.

listopad 2003

 

Na macie karpiowej....

 

Miejscem dla zmagań zapaśników wschodnich sztuk walki, jest „dojo” [dodżo] (jap. ‘miejsce drogi’), jego centralnym punktem przeważnie jest „mata”. W naszych „zmaganiach karpiowych” centralnym punktem na drodze do zwrócenia rybie wolności, jest mata karpiowa - ona to właśnie dzisiaj znajdzie się w centrum uwagi, ale nie tylko. W miarę szczegółowo, chcę opisać cały proces postępowania z cenną zdobyczą, kładąc nacisk na zminimalizowanie skutków, naszej chwilowej ingerencji w jej życie.

Wielokrotnie obserwowałem sytuacje, które miały miejsce podczas próby sfotografowania się szczęśliwego łowcy ze swoim okazem. Często odnosiłem wrażenie, że nawet najlepsi mają swoje chwile słabości i w takim to czasie, ich działania (powodowane troską o zdrowie ryby) przypominają zmagania na macie zapaśniczej.

Przecież karp czy amur, nawet na brzegu nie zaprzestaje swojej walki, niepomny naszych intencji do końca walczy o swoje życie.

Ale zacznijmy od początku. Szczęśliwy hol dobiega końca, ostatni wysiłek przeciwnika, „odjazd” kontrolowany parametrami naszego sprzętu. Podbierak karpiowy zanurzony, w oczekiwaniu rozstawiający swe ramiona. Wreszcie nadchodzi ta chwila! Naprowadzenie w światło podbieraka i już obłe cielsko zanurza się w matni.... STOP. Zanim zdecydujesz się wynieść zdobycz na ląd zapewnij jej bezpieczny (miękki i mokry!!) podkład. Tym przedmiotem właśnie, jest nasza mata karpiowa – uszyta z materiałów o niskim stopniu pochłaniania wody lub wręcz z materiałów wodoodpornych, o kształcie prostokąta z uchwytami bocznymi i średnich wymiarach 130x85cm, na obwodzie podwyższona, wypełniona granulkami z tworzyw lub specjalną pianką, czasami na przeciwległych końcach posiadająca „kieszenie”, w których umieścić możemy łeb i ogon ryby, bywa że doposażona w odrębny fragment spełniający rolę „wkładki” do ważenia ryb. Pamiętaj, że koniecznym warunkiem jest zmoczenie powierzchni maty, przed umieszczeniem na niej naszego ulubieńca. DALEJ.... Wyjmujemy ostrożnie zdobycz chwytając za ramiona podbieraka (dobrze, gdy istnieje możliwość ich złożenia lub całkowitego odłączenia od rękojeści, co w zasadzie jest standardem w markowych egzemplarzach). Nigdy nie unosimy okazu nad powierzchnię wody z wykorzystaniem podbieraka trzymanego za uchwyt, bo skutki takiego działania mogą być opłakane i nadwyrężyć niepotrzebnie naszą kieszeń. W sprzyjających okolicznościach dopuszczalnym jest pokuszenie się o wyhaczenie zdobyczy już w podbieraku. Pewniejszym będzie, rozpoczęcie tej operacji dopiero po umieszczeniu okazu na macie (nie bez powodu nazywaną matą do odhaczania). Już na macie, wyplątujemy zestaw (czasem konieczne jest obcięcie przyponu, gdyż każda sekunda pozostawania ryby w siatce podbieraka, może zaważyć o jej okaleczeniu, zerwaniu łusek, itp.) uwalniamy haczyk i wysuwamy rybę z siatki podbieraka....Leży teraz piękny, początkowo spokojny, lecz czujnie sprężony, w każdej chwili gotowy do podjęcia próby przedostania się do wody. Jego widoczne oko, z pozoru spokojne, śledzi otoczenie wyczekując dogodnego momentu. To dla nas sygnał, zmoczonym kawałkiem miękkiej ściereczki okrywamy głowę naszego „bobasa” lub wsuwamy ją, we wspomniane kieszenie maty. To ograniczenie bodźców znacznie go zazwyczaj uspokaja. Teraz najważniejsza decyzja. Mając na uwadze dobro zdobyczy, należy się zastanowić, co dalej z nią począć? Oczywistym powinien dla Ciebie być fakt, że należy ją jak najszybciej zwrócić naturalnemu środowisku. Ale co zrobić, gdy wokół już zapada mrok, czy wręcz panują „egipskie” ciemności, a okaz godny jest uwiecznienia na kliszy filmu lub w pamięci „cyfraka”? Odpowiem jednoznacznie - nocna fotka w błysku flesza i do wody. Jeżeli już jednak, jakieś uzasadnione powody wymuszą na Tobie przechowanie ryby do następnego poranka, to musisz zapewnić jej bezpieczne warunki. STOP. Jeszcze w naszych klamotach karpiowych rzadkie, ale jednak występujące u „rasowych” łowców, więc nie sposób ich pominąć, są „first aid” - środki pierwszej pomocy. Nie, nie te dla nas, przeznaczone właśnie dla naszych okazów, służące do zdezynfekowania i przyspieszenia gojenia ran, wynikłych zarówno z ingerencji haczyka, jak też otarć powstałych w trakcie holu, podbierania itp. Tak więc, „naprawiając szkodę” dezynfekujemy okolicę rany i dopiero  wtedy możemy przystąpić do kontynuacji naszych działań. DALEJ. Każdego łowcę interesuje waga i długość okazu, toteż wykorzystując wkładkę do ważenia, lub siatkę przeznaczoną dla tego celu (wykonaną ze szczególnie miękkiego, przyjaznego dla skóry ryby materiału), ważymy rybę a jeszcze na macie mierzymy jej długość. Dane skrzętnie zapisujemy. (! oznaczanie w jakikolwiek sposób naszej zdobyczy, celem przyszłego rozpoznania jest zabronione i nieetyczne!).

 .STOP.W celu tymczasowego przechowania naszej zdobyczy, do czasu zwrócenia jej swobody, stosujemy worki karpiowe (wskazane jest przechowywać każdą ze złowionych ryb w oddzielnym worku) – ten wykonany ze specjalistycznego materiału element naszego wyposażenia, powinien spełniać następujące warunki: być obszernym, zapewniając rybie swobodę ułożenia w toni wodnej; posiadać wystarczająco długą linkę mocującą, niezbędną do umieszczenia go w znacznej odległości od brzegu, gdzie woda jest już głębsza i dostatecznie natleniona; jego konstrukcja i ażurowy materiał powinien wykazywać się dużą przepuszczalnością wody, a jednocześnie być mocny i bez tendencji do rozwarstwienia włókien ( często karp zahacza się „piłką” pierwszego promienia płetwy grzbietowej lub odbytowej we włókna nici, co powoduje jego dodatkowe rozdrażnienie i niejednokrotnie doprowadza do zaplątania w worku, skutek - dodatkowy stres, rany, zniszczenie płetw lub wręcz uduszenie). Szczególną uwagę podczas „tymczasowego aresztu” należy zwrócić przy okazach amura, który zdecydowanie gorzej znosi takie warunki. Dostępne w sprzedaży, markowe produkty w tej dziedzinie z pewnością zdołasz sam wyłonić, kierując się choćby tymi drobnymi wskazówkami. DALEJ. Gdy nadejdzie już oczekiwana chwila, w której będziesz chciał przystąpić do fotografowania się ze swoim okazem, pamiętaj by wszystko przebiegło sprawnie. Aby tak się stało, wybierz wcześniej miejsce fotografii, dopasuj ustawienia aparatu i wykadruj scenerię tak, by w trakcie sesji żadne zbędne zajęcia nie absorbowały Twojego czasu (zadbaj o odpowiednie tło). Wytłumacz zawczasu osobie fotografującej, w jakich ujęciach planujesz fotografię lub przećwicz wersję z samowyzwalaczem. Zmocz obficie matę, przygotuj pojemnik z wodą (przydać się może, w przypadku konieczności obmycia karpia czy Twojej twarzy, rąk, itp.), miej na podorędziu mokrą szmatkę do zakrycia rybie oczu (jak pisałem, to ją uspokoi w fazie przygotowań). Gdy zdobycz znajdzie się na macie i obficie zmoczona uspokoi się nieco, wsuń mokre ręce pod rybę i unieś ją na wysokość klatki piersiowej, tak by ręce utworzyły podpory: jedną w okolicy płetwy odbytowej, drugą tuż pod płetwami piersiowymi.

STOP. Pamiętaj, że:

  • Jakakolwiek ingerencja naszych paluchów pod pokrywami skrzelowymi, czy w innym wrażliwym miejscu ryby, zdecydowanie odbije się negatywnie na jej zdrowiu!!!
  • Trzymaj rybę stabilnie, na „pełnych” dłoniach (palce złączone) z kciuków tworząc podpory zapobiegające jej opadaniu na Twój tors. Ukrywanie palców pod rybą, trzymanie na „trzy palce” pozostaw innym, bardziej wprawionym w tych zapasach. Nie obawiaj się o widok Twoich palców na zdjęciu, jakkolwiek to ON jest głównym trofeum, naprawdę nie ma znaczenia, że kawałek Ciebie też widoczny będzie na fotografii J nie zapomnij pokazać również radosnej twarzy.
  • Prezentowanie ryby na wyciągniętych przed siebie rękach z jednoczesnym wychyleniem górnej części tułowia w tył, tylko pomniejszy Twój sukces. Choć dla mniej wnikliwego oka, ryba na fotografii wydać się może pozornie większą, wprawni karpiarze wychwycą fakt natychmiast i nie doda Ci on w ich oczach splendoru. Tak samo potraktowane będzie zdjęcie, na którym widać, że łowca stara się „schować za rybą”, wręcz kurczy się jakby na ten moment chciał zamienić się w krasnoludka J
  • Jeżeli czujesz ze ryba wymyka się i nie jesteś w stanie już nad nią panować, manewruj tak by jej upadek zawsze kończył się na macie.
  • Ogranicz czas sesji zdjęciowej do niezbędnego minimum.

.DALEJ. Teraz możesz już przystąpić do wykonania serii zdjęć. Takie godne naśladowania możesz znaleźć na stronach internetowych o tematyce karpiowej. Poniżej prezentuję Ci, nie doskonałe, lecz w miarę  poprawne, sposoby trzymania zdobyczy:

Po zakończonej sesji zdjęciowej, czeka w nagrodę najpiękniejsza chwila – ZWRÓCENIE OKAZOWI WOLNOŚCI. Taaak, to niezapomniane przeżycie, nie zakłóć go zachowując się nieostrożnie. W miarę możliwości wejdź do wody i zanurz rybę delikatnie, trzymając chwytem przy nasadzie ogona i pod płetwami piersiowymi. Nie dopuść by zdezorientowana, z pierwszym ruchem ogona z całym impetem uderzyła w dno, w chwilę po zanurzeniu zazwyczaj się uspokaja i wtedy spokojnie odpływa (!wrzucanie ryby z brzegu do wody, to barbarzyństwo!)

Jeśli zastosujesz się do powyższych sugestii, to.... życzę Ci; „połamania kija”, samych sukcesów i zadowolenia z dobrze wykonanych pamiątkowych fotografii. Bogusz Nowacki